Dawno dawno temu istniał pewien wyjątkowy bar. Jego niesamowitość wyrażała się w tym, iż barman serwował drinki jutra. Działało to tak, iż zamawiając na przykład koktajl szczęścia, następnego dnia przytrafiało Ci się coś szczęśliwego. Pewnego dnia przyszedł do baru bardzo wesoły człowiek i nie oglądając się za siebie podszedł do barmana:
- To co zawsze proszę! – rzucił pospiesznie. Po czym wychylił drinka na raz i wyszedł.
Sytuacja zdarzała się na tyle często, że zainteresował się nią człowiek, który bywał w knajpie od czasu do czasu. Zaczepił więc przy okazji barmana:
- Cóż takiego pije ten człowiek, którego widzę tu ilekroć goszczę w tym miejscu? – zaciekawiony zapytał.
- Mphm, zamawia codziennie drinka o nazwie niespodzianka, ale on to pije, a działa to chyba na mnie – zamyślił się barman.
- Ale jak to? nie rozumiem – odpowiedział ten drugi.
- Jakieś choróbsko go rozkłada i lekarze dali mu ze miesiąc życia, to pewnie niespodzianką jest dla niego każdy kolejny dzień – rzucił ponuro barman.
Przybysz zerknął na karę drinków i lekko skonfundowany stwierdził, iż nie ma tam takiego drinka jak “niespodzianka”. Spojrzał wymownie na barmana:
- Pan coś kręcisz – rzekł ostro przybysz.
- Ojej, no jak już musisz wiedzieć to wyrok lekarzy zapadł rok temu, a już od pół roku nie ma tego drinka w karcie zamówień. Nie ma już do niego składników, ale co mam zrobić? Powiedzieć biedakowi, że pije wodę z cytryną?
A ja czekam i czekam, aż pojawi się w końcu coś co podniesie mnie na duchu… : )