Kanały:
Wpisy
Komentarze

Twoja droga.

Dawno dawno temu wnuczek zapytał swojej babci:

- Babciu, dlaczego ludzie nie chcą spełniać swoich marzeń?

- Wnusiu, to nie jest tak, że nie chcą. Widzisz, bardzo wielu ludzi idąc swoją drogą, tak naprawdę nie wie dokąd zmierza i co jest ich celem.

- Nie ma takich co wiedzą? – uniósł brwi ze zdziwienia młody.

- Są, połowa wie czego chce i idą obraną przez siebie drogą, a nie jak tamci – do donikąd, a tam niestety dojdą – tłumaczyła spokojnie seniorka.

- To jak wiedzą, to czemu nie spełniają marzeń? – wnuczek przekrzywił główkę.

- Wyobraź sobie takiego człowieka na drodze. Długiej i krętej z mosiężnymi drzwiami na końcu. Owy człowiek staje po wędrówce męczącej bardziej lub mniej przed tymi drzwiami. Teraz ma wybór, otworzyć albo nie, rozumiesz? – uśmiechnęła się babcia.

- Nie rozumiem, przecież każdy otworzy takie drzwi, głupio byłoby nie otworzyć – protestował wnuczek.

- Wnusiu, a gdyby za tymi drzwiami były straszne potwory? – zapytała chytrze seniorka.

- A jakie to te straszne potwory co przy marzeniach stoją? – zrezygnowanym tonem pytał wnuczek.

- Zmiany kochanie, zmiany – dokończyła babcia.

Rozwój.

Dawno dawno temu gdzieś pośród wysokich gór, wysokich tak, że niemal sięgały nieba, żyli skrzydlaci ludzie. Byli to ludzie z wrodzonym darem do sukcesu, szczęścia i ambicji. Pewnego dnia w jednej z rodzin urodził się syn bez skrzydeł. Przerażeni rodzice zabrali malucha do proroka:

- Powiedz nam, co z nim jest nie tak? – zapytała przestraszona matka.

Prorok obejrzał niemowlaka, po czym rzekł:

- Wszystko z nim w porządku, ma rączki, ma nóżki, ma głowę, nie widzę nic nadzwyczajnego – wzruszył ramionami.

- No tak, ale nie ma skrzydeł, nie widzisz tego? – protestował ojciec.

- Ach! – klepnął się w czoło – jeżeli nie widzicie tego od razu, to ja wam powiem. Dajcie im do cholery wyrosnąć!

A Ty?

Dawno dawno temu w szkole podstawowej numer jeden, bo tylko jedna była w tej mieścinie, pani zadała dzieciom zadanie. Polegało na napisaniu na karteczce kim chce się zostać w przyszłości. Potem nauczycielka odczytywała zapiski podopiecznych. Dominowały odpowiedzi piosenkarka, biznesmen czy milioner. Jedna odpowiedź brzmiała: chcę być wiatrem. Pani uprzejmie zapytała, któż to napisał po czym zgłosiła się nieśmiało dziewczynka z drugiej ławki od okna.

- Dlaczego chcesz zostać wiatrem Aniu? – pani uśmiechnęła się by zachęcić dziewczynkę do odpowiedzi.

- Mama mi powtarzała, żebym nim była nie bacząc na to kim zostanę – wzruszyła swoimi drobnymi ramionkami.

- A mówiła Ci dlaczego masz zostać wiatrem? – zaciekawiła się nauczycielka.

- Tak, mama mówiła, że jeżeli nie chcę być chorągiewką, którą można obrócić w dowolną stronę, to jedynym sposobem jest zostać wiatrem.

Czerwony guzik.

Dawno dawno temu w niewielkim pokoju o śnieżno białych ścianach znalazł się człowiek, który nie miał pojęcia co tam właściwie robi. Obudził się siedząc na krześle, niczym nie skrępowany. Przed sobą miał człowieka ubranego w garnitur, siedzącego za biurkiem, wypełniającego dokumenty. Obok leżała walizka wypełniona pieniędzmi. Na środku blatu był wbudowany pokaźnej wielkości czerwony przycisk:

- Gdzie jestem? Kim jesteś i co ja tu robię? – rozglądał się nerwowo ten, który się przed chwilą obudził.

- Spokojnie panie Andrzeju, wszystko jest w porządku, zaraz się pan wszystkiego dowie – uspokajał człowiek za biurkiem.

- Skąd wiesz jak się nazywam? – zdezorientowany zaczął krzyczeć.

- Mam tutaj wszystko w dokumentach. Przejdę może do rzeczy, gdyż widzę, iż nic nie rozumiesz, a za kilka minut wszystko będzie dla Ciebie jasne. Otóż mam dla Ciebie propozycję. Widzisz tę walizkę? – mężczyzna zza biurka wskazał na pieniądze.

- Widzę, co z tego? Co to ma ze mną wspólnego? – irytował się już ten drugi.

- Powtarzam, spokojnie. Umowa jest taka, naciskasz czerwony guzik, pieniądze są Twoje i wychodzisz tymi drzwiami – w tym momencie pan w garniturze wskazał drzwi na lewo – jeżeli nie naciśniesz, wychodzisz tymi na prawo. Tylko tyle.

- Gdzie jest haczyk? – zmarszczył brwi ten przed biurkiem.

- Haczyk jest taki, że naciskając ten guzik, umiera jedna osoba na Ziemi. Tylko zastanów się dobrze, to możesz być Ty, ale równie dobrze jedna spośród ponad sześciu miliardów ludzi. Więcej haczyków nie ma – wzruszył ramionami ten za biurkiem.

Totalnie ogłupiony mężczyzna wstał i zaczął się kręcić po pokoju głośno myśląc. Myślał o wszelkich konsekwencjach naciśnięcia guzika po czym podszedł i go po prostu wcisnął. Nic się nie stało.

- Uff, czyli walizka jest moja? Możesz mi tylko powiedzieć czy nie zginął nikt z mojej rodziny? – zmartwił się po chwili patrząc w oczy mężczyźnie za biurkiem.

- Tak, walizka jest Twoja. Nie, nikt z Twojej rodziny nie zginął, przecież były na to znikome szanse. Przy okazji mam jeszcze do Ciebie ostatnią prośbę. Jak będziesz wychodził drzwiami na lewo, zawołaj tą osobę, którą zabiłeś, ona jest następna – mówiąc to poprawił krawat i przysunął na drugą stronę biurka wypełniony dokument zatytułowany “Bilet w wybraną stronę” z dopiskiem “Wciśnięty, skreślony”.

Potrzebuję wczoraj.

Dawno dawno temu w Wielkim Lesie żyła w swej norce lisia rodzina. Ojciec rudy, matka ruda i oczywiście synek także rudy. Prowadzili przeciętne życie i mięli zwyczajne, lisie problemy. Jak co sobotę lisia mama goniła swojego lisiego synka do sprzątania:

- Synku, posprzątaj tutaj, bo bałagan się narobił – powiedziała spokojnie.

- Jutro posprzątam, dzisiaj mi się nie chce – marudził młody.

-To może posprzątaj wczoraj, tak żebyś miał dziś wolne – uśmiechnęła się półgębkiem mama.

- Jak to wczoraj, przecież to nie możliwe – protestował lisek.

- Tak samo jutro jest niemożliwe, bo jutro jest zawsze po dziś, a dziś trwa cały czas synku, więc zabieraj się dziś do sprzątania.

Starsze wpisy »